Ze starej kliszy

Pan Wiesław Smyk jest kolekcjonerem historycznych zdjęć oraz fotografem amatorem. Współpracujemy z nim zawsze przy realizacji naszych lokalnych i międzynarodowych inicjatyw skupionych wokół "lekcji żywej historii" i dialogu międzypokoleniowego. Tworzone przez nas materiały wideo rejestrujące wywiady z zamojskimi seniorami wzbogacone są wieloma historycznymi zdjęciami z kolekcji pana Wiesława. Korzystamy również z wiedzy naszego eksperta, gdy potrzebne jest nam historyczne dopracowanie opowieści seniorów, zwłaszcza jeśli chodzi o lokalizację akcji opowieści. Dziś porozmawiamy z panem Wiesławem o tym, skąd wzięła się jego pasja i jak wyglądają codzienne działania poszukiwacza starych fotografii.
Heureka Generator: Dziękujemy, że zgodził się Pan opowiedzieć nam o swojej pasji i przybliżyć trochę dawny Zamość. Kiedy zaczął Pan kolekcjonować stare fotografie? Czy wynikało to z zainteresowania historią, a może fotografią?

Wiesław Smyk: Często takie zainteresowania powstają przez przypadek. I tak było ze mną. W 2010 r. mój znajomy, który dość dawno wyjechał z Zamościa poprosił mnie o jakieś stare zdjęcia miasta, najlepiej z lat 60. i 70. ubiegłego wieku. Poszperałem w necie i trafiłem na portal fotopolska.eu, specjalizujący się w dokumentowaniu polskiej architektury – tej współczesnej i tej historycznej, już znikającej z krajobrazu naszych miast. Ze zdziwieniem stwierdziłem, że Zamość "reprezentowany" jest zaledwie przez kilkadziesiąt fotografii. Wówczas uznałem, że coś z tym trzeba zrobić. I tak to się zaczęło.

HG: Gdzie powinno się zacząć szukać, jeśli chce się dotrzeć do takich zdjęć? Czy jest to trudne zadanie?

WS: Nie mając żadnego doświadczenia, ani wiedzy na ten temat, zacząłem od najprostszej czynności, tzn. wpisałem w Google hasło "stare fotografie Zamościa". Ten "zasób" wyczerpał się jednak dość szybko i trzeba było sięgnąć głębiej. W przypadku zdjęć starych, historycznych Zamościa ustaliłem, że najpełniejszą dokumentację wykonywali Austriacy w okresie I wojny światowej. Sięgnąłem więc do archiwów austriackich online, między innymi Österreichischen Nationalbibliothek i Österreichische Staatsarchiv.

Czy to zadanie trudne? Nie, ale wymagające cierpliwości, takiej przemnożonej przez 10. Austriackie archiwa posiadają przebogate zbiory. Ich mankamentem jest jednak brak opisów, albo opisy błędne. Problemem jest też pisownia nazw polskich miejscowości. Na przykład Zamość jest określany jako: Zamosc, Zamosz, Zamosch, Zamoscie, Zamoch, Zamojsce, Zamosce, Zamoscz. I tu właśnie wkracza ta najważniejsza cecha charakteru poszukiwacza, czyli cierpliwość. W przypadku jednego z folderów zdjęć nieopisanych, który liczył około 35000 fotografii musiałem przejrzeć je wszystkie, zdjęcie po zdjęciu – zaznaczyć, powiększyć, zamknąć. Zajęło mi to ok. 4 miesięcy. Efekt jednak był wart tej pracy. Odkryłem 11 zdjęć Zamościa z okresu 1912-1920 r., do tej pory nikomu nieznanych, zwłaszcza zamojskim archiwistom i historykom. Obecnie zaczynam rozpoznawać możliwości pozyskiwania zdjęć z rosyjskich archiwów. Jak sądzę są tutaj ogromne możliwości, zwłaszcza, że ostatnio zaczęły się pojawiać strony rosyjskojęzyczne ze zbiorami online.
HG: Jak poznać, że fotografia rzeczywiście przedstawia Zamość? Z samą starówką może być łatwo, ale co z pozostałymi częściami miasta? Czy często zdarzają się pomyłki w określeniu miejsca, które zostało uwiecznione na fotografii?

WS: Rzeczywiście starówka zamojska jest dość oczywista w rozpoznawaniu, ale Zamość poza murami twierdzy często bywa zagadką, nawet dla największych znawców tematu. Dotyczy to zwłaszcza obiektów już nieistniejących. Jednak, jeśli ktoś ma w głowie setki, czy nawet tysiące starych zdjęć - taka identyfikacja jest możliwa. W przypadku tej bliższej historii, czyli okres II wojny i okres powojenny, bardzo pomocne okazało się moje jedno z ciekawszych odkryć – zdjęcie lotnicze Zamościa z sierpnia 1944 r. odnalezione w National Archiwes at College Park w Stanach Zjednoczonych. Wysoka rozdzielczość skanu fotografii (21000x21000pix) pozwala na identyfikację historycznej zabudowy miasta. Dyrektor zamojskiego archiwum stwierdził, że ta fotografia to dla niego zajęcie na najbliższych kilka lat, i że na tej podstawie można będzie wydać parę poważnych prac naukowych.
Muszę dodać, że przy identyfikacji zdjęć bardzo pomocni są sympatycy mojego fan page'a Zamość drewniany i zamojskie archiwalia. Przy wątpliwościach co do lokalizacji, czy czasu powstania fotografii, odwołuję się do ich pamięci i wiedzy. Wśród sympatyków tej strony są między innymi były dyrektor zamojskiego archiwum i twórca "Zamościopedii" pan Andrzej Kędziora, a także obecny dyrektor archiwum dr Jakub Żygawski i oczywiście inni kolekcjonerzy i miłośnicy starych fotografii Zamościa. Jedną z ciekawszych zagadek udało mi się rozwiązać dzięki pomocy właśnie dyrektora Żygawskiego. Zdjęcie przedstawiało jakiś duży plac z kurami, w tle wiatrak, komin - chyba cegielni, trochę zarośli z drzewami i jakieś nierówności terenu. Wiadomo było, że to Zamość, tylko gdzie? Zdjęcie przesłałem p. Żygawskiemu, który po analizie szczegółów rozpoznał cmentarz prawosławny funkcjonujący do dzisiaj przy ul. Wyszyńskiego.
HG: Kiedy już wyszukamy dane zdjęcie i chcemy je mieć w swojej kolekcji, czy powinniśmy się przygotować na duże koszty? Co wpływa na wartość danego zdjęcia?

WS: Możliwość zakupu oryginalnych zdjęć jest dość ograniczona. W grę wchodzą jedynie portale aukcyjne, targi staroci lub wymiana z innymi kolekcjonerami. Zakupy na portalach aukcyjnych to często kwestia przypadku. Zdjęcia zamojskiego ratusza to niemal 70% wszystkich zdjęć na aukcjach. Cena ich jest niska i każdy praktycznie może je nabyć za 2-3 euro. Cena wzrasta jeśli jakość jest dobra i dodatkowo fotografia przedstawia jakieś ciekawe tzw. "scenki uliczne" albo pojazdy wojskowe. Odrębną sprawą są fotografie o tematyce holocaustu. Tutaj zazwyczaj wkracza Jad Waszem, Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu, i wtedy zakup takiej fotografii, ze względu na kwoty jakie wchodzą w grę, raczej odpada. Zakres cen zdjęć zarówno z okresu II wojny lub wcześniejsze, waha się od kilkunastu do 900 złotych. Choć zdarzały się aukcje, na których jedno zdjęcie osiągało cenę 1890 zł.
HG: Z jakiego okresu posiada Pan najwięcej fotografii?

WS: Najwięcej zdjęć pojawiających się na portalach aukcyjnych to zdjęcia z okresu II wojny śwatowej, ale też jest całkiem sporo fotografii z początku XX wieku. I właśnie z tych dwóch okresów mam najwięcej fotografii. Niestety nie spotyka się fotografii Zamościa z XIX w. Najstarsze znane fotografie to zdjęcia Strzeleckiego z ok 1874 r. Jest to trochę zaskakujące, bo Zamość zawsze był ważnym ośrodkiem miejskim o charakterze militarnym i handlowym. Być może odkrycia najstarszych zdjęć Zamościa jeszcze przed nami.
HG: Na pewno ma Pan swój osobisty top zdjęć, które udało się wyszukać. Możemy prosić o opisanie tych trzech najbardziej wartościowych?

WS: O jednej fotografii już mówiłem. Właściwie to są skany, bo oryginały nie były do kupienia. To cztery skany fotografii lotniczych Zamościa z sierpnia 1944 r., odnalezione w National Archiwes at College Park w Stanach Zjednoczonych. Nad tymi skanami można siedzieć godzinami i analizować całą zabudowę Zamościa. Zwłaszcza rejony poza starówką. I druga grupa zdjęć, bo nie jest to jedna fotografia, to zdjęcia datowane dokładnie na 15 sierpnia 1915 r., wykonane przez fotografa pruskiej armii, a konkretnie oddziału zajmującego się budową linii wojskowej kolejki wąskotorowej na trasie Trawniki – Bełżec. Do dziś nie wiem jakim cudem udało mi się te 12 zdjęć kupić. Pojawiły się na aukcji na Allegro. W licytacji nikt nie brał udziału. Dlaczego przy tak fantastycznych fotografiach nikt się nie zatrzymał, nikt się nimi nie zainteresował? Nie wiem. W każdym razie kupiłem je po cenie wywoławczej i są to prawdziwe perły w mojej kolekcji.
HG: Poza zbieraniem starych fotografii, robi pan również zdjęcia współcześnie. Jakie obiekty najchętniej Pan fotografuje?

WS: Oczywiście na pierwszym planie jest architektura. Moja strona na Facebooku jednoznacznie wskazuje na moje zainteresowania – Zamość drewniany i zamojskie archiwalia. Tempo w jakim znika dawna drewniana zabudowa Zamościa skłoniło mnie do dokumentowania tego właśnie fragmentu krajobrazu miejskiej architektury. Wiele z tych budynków już zniknęło, a mało kto pamięta, że Zamość poza murami twierdzy był niemal w całości drewniany. Wynikało to między innymi z faktu, iż istniał zakaz wznoszenia trwałych murowanych budynków w pobliżu twierdzy. Podyktowane to było względami obronnymi. W przypadku ataku łatwo było drewnianą zabudową spalić i oczyścić przedpole, co znacznie ułatwiało obronę. "Zamość murowany" poza twierdzą, to głównie czasy Polski okresu międzywojennego.
HG: Poza satysfakcją, co jeszcze daje Panu realizowanie swojej pasji?

WS: Poznawanie historii Zamościa. Do czasu zainteresowania się fotografią moja wiedza o Zamościu miała charakter "podstawowy". Zostałem niejako zmuszony do przyspieszonej edukacji historycznej. Wstyd było nie wiedzieć, co się zbiera i fotografuje. I jeszcze to, o czym już mówiłem, trenowanie cierpliwości. I wreszcie - nie mniej ważne – zdrowie. Wybierając się na przykład na sesję fotograficzną do Chełma, włączyłem aplikację zliczającą dystans jaki pokonuję. Okazało się że w czasie od 6.30 rano do 15.00 przeszedłem ok. 15 kilometrów. I tak jest przy każdym wyjeździe w teren. Realizowanie tej pasji zmieniło także moje postrzeganie otoczenia. Teraz idąc ulicą jakiegoś miasta, czy wsi zwracam uwagę na szczegóły, które kiedyś mi umykały. Zauważam zdobienia budynków: tympanon, rzeźba, gzyms, boniowanie, obramowanie okna, ozdobny ganek, stary bruk. Niestety teraz wszyscy zapatrzeni są w ekrany smartfonów, a przecież to, co nas otacza jest warte naszej uwagi i często podziwu. Jednak największa satysfakcja przy realizacji tej pasji, to reakcja oglądających stare fotografie. Budzą one przede wszystkim wspomnienia, pełnią funkcję edukacyjną i wreszcie pomagają przy identyfikacji miejsc i czasu powstania fotografii.

HG: Czy interesują Pana jedynie zdjęcia Zamościa, czy zbiera Pan również fotografie z innych miejsc w Polsce, a może na świecie?

WS: To było nieuniknione. Poza Zamościem zainteresowałem się też innymi miejscowościami w których mieszkałem, uczyłem się i studiowałem czyli – Babimost, Wolsztyn, Krasnystaw, Hrubieszów i Lublin. Podczas przeszukiwania archiwów trafiałem oczywiście na fotografie z wielu innych polskich miast i szkoda mi było, aby nie zostały one udostępnione. Wszystkie te fotografie trafiały na fotopolska.eu. Łącznie na tym portalu umieściłem już ok. 19 tysięcy zdjęć archiwalnych i drugie tyle zdjęć współczesnych mojego autorstwa. Łącznie ponad 38 tysięcy zdjęć. Poza Polską poszukuję również fotografii z terenów dawnych kresów wschodnich. Zdjęcia te umieszczam zarówno na fotopolsce, gdzie jest osobna zakładka fotokresy i na drugim, trochę mniej popularnym fan page'u Kresy na starych fotografiach.

HG: W naszej organizacji bardzo ważnym elementem realizowanych przez nas projektów jest wzmacnianie ich widoczności. Pan również dzieli się wynikami swojej pracy i pasji ze społecznością Zamościa. Chcielibyśmy dowiedzieć się jak to działa. Zdjęcia z Pana kolekcji są obecnie dostępne na Zamojskiej Starówce. Gdzie dokładnie się znajdują i jak doszło do tego, że zostały tam na stałe wystawione?

WS: Zdjęcia archiwalne z mojej kolekcji oraz zdjęcia współczesne, których jestem autorem, zostały umieszczone w oknach budynku przy ulicy Pereca 2. Obecnie jest to siedziba Akademii Zamojskiej, a wcześniej Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej. Zlokalizowana jest też tam siedziba redakcji gazety akademickiej "Skafander". To właśnie redaktor naczelny tej gazety Daniel Czubara, zwrócił się do mnie z propozycją zaprezentowania zdjęć z mojej kolekcji w ramach projektu prezentującego dawny i współczesny wygląd tego budynku oraz jego okolic.

HG: Zorganizował Pan również jakiś czas temu wystawę. Jak wyglądała logistyka takiego przedsięwzięcia i współpraca z innymi?

WS: Wystawa miała miejsce w czasach "przed pandemią" we wrześniu 2019 r. Uznałem, że nadszedł już czas na zaprezentowanie tego, co udało mi się zgromadzić przez ostatnie lata. Czym innym jest udostępnianie fotografii na facebooku, a czym innym na wystawie. Na przykład lotnicza fotografia pokazana na wystawie w wymiarze 1,5 m x 1,5 m robi zdecydowanie większe wrażenie niż na ekranie monitora. Oczywiście, bezpośrednie spotkanie z sympatykami i kolekcjonerami starych fotografii też ma swój walor. W dzisiejszych czasach, taki bezpośredni kontakt z widzem jest bezcenny. Wystawa ta doszła do skutku dzięki współpracy ze Spółdzielnią Mieszkaniową im. W. Łukasińskiego i jej prezesem Jerzym Niziołem. Spółdzielnia udostępniła wolne powierzchnie w DT Hetman oraz zapewniła techniczne wsparcie całej wystawy.
HG: Jest Pan założycielem i administratorem fan page’a "Zamość drewniany i zamojskie archiwalia" na portalu społecznościowym Facebook, który śledzi obecnie prawie 4,5 tysiąca osób. Kiedy powstał i jak wygląda jego funkcjonowanie?

WS: Chcę zacząć od tego, że jestem absolutnym przeciwnikiem kolekcjonowania starych fotografii "do szuflady". Jest to bez sensu. To tak, jakby te fotografie nie istniały. Prezentowanie ich, udostępnianie w jakiejkolwiek formie nadaje im drugie życie. "Zamość drewniany" - bo taką na początek otrzymał nazwę, to był kolejny etap rozwijania i prezentowania moich zainteresowań po fotopolsce. Ten fan page został utworzony w 2015 r. i początkowo prezentowałem na nim fotografie mojego autorstwa przedstawiające znikającą drewnianą zabudowę miasta. Później poszerzyłem tematykę zdjęć o "zamojskie archiwalia". Cieszy mnie przede wszystkim to, że mimo wszystko taka trochę niszowa tematyka, cieszy się tak wielkim zainteresowaniem. Jak już powiedziałem, nie chowam zdjęć "do szuflady". Właściwie staram się na bieżąco każdą nowo odkrytą fotografię publikować i dzielić się nią z innymi.

HG: Czy planuje Pan w przyszłości wydać album z wybranymi fotografiami?

WS: To pytanie zadaje mi wiele osób. Sądzę, że będzie to naturalna konsekwencja mojej pasji. Każdy chce coś po sobie zostawić. Ja marzę o albumie z fotografiami z mojej kolekcji.

HG: Dziękujemy za wywiad i mamy nadzieję, że kolekcja będzie nadal się powiększać.