Once a Blaugrana fan, always a Blaugrana fan

Andrzej Smyk: Cześć Razvan, HEurekianie znają Cię jako koordynatora projektów młodzieżowych z rumuńskiej Resity, trenera edukacji pozaformalnej. Czy pamiętasz, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy?

Razvan Rotariu: Pamiętam, jak pierwszy raz spotkałem Cię przez około 5 minut, kiedy przyjechałeś odebrać polską grupę z pierwszej wymiany młodzieży, na której byłem. To było w 2013 roku na Węgrzech, w małym miasteczku Wyszehrad. Nazwa projektu brzmiała „Strażnicy Europy”.
Dwa tygodnie później oficjalnie spotkaliśmy się na pierwszym szkoleniu, które odbyło się również na Węgrzech w Zebegeny, zorganizowanym przez naszego wspólnego partnera, Stowarzyszenie Co-Efficient. To był 8 lub 9-dniowy kurs szkoleniowy i nie rozmawialiśmy więcej niż dwa słowa, aż do ostatniej nocy projektu, kiedy razem z jednym z moich włoskich współlokatorów rozmawialiśmy o piłce nożnej.
Trzy miesiące później spotkaliśmy się ponownie na kursie szkoleniowym w Rumunii i od tamtej pory to już prawie 8-letnia przyjaźń.
AS: Czy już wtedy byłeś fanem FC Barcelona? Jak to się zaczęło?

RR: Jestem kibicem FC Barcelony od 2002 roku (kiedy miałem 10 lub 11 lat), zostałem fanem grając w FIFA 2002. Wybrałem ich tylko dlatego, że jednym z moich pierwszych wspomnień meczu piłkarskiego był mecz Holandia – Jugosławia na Euro 2000. Holandia zmiażdżyła jugosłowiańską drużynę i miała jednego napastnika, który był niesamowity w tamtym meczu. Nazywał się Patrick Kluivert, który w tym czasie grał w Barcelonie. 

Od tego momentu byłem fanem, przez lata Ronaldinho, Deco i Giuly, do dekady Messiego i tak dalej. W dzisiejszych czasach bycie fanem FC Barcelona nie jest najłatwiejsze, ale mimo to, raz zostajesz fanem Blaugrany, już zawsze jesteś fanem Blaugrany.
AS: Oglądasz wszystkie mecze?

RR: Zwykłem oglądać wszystkie. Obecnie nie oglądam każdego meczu, w którym grają, zwłaszcza w La Liga, ale staram się jak najczęściej znaleźć na to czas. Jeśli chodzi o Ligę Mistrzów i mecze derbowe, oglądam je wszystkie, no i zawsze mam włączone powiadomienia w aplikacji Flashscore, więc nadal nie tracę żadnych bramek.

AS: A najlepszy mecz w historii to...?

RR: Przez lata było ich tak dużo, zwłaszcza w okresie Pepa Guardioli... Wciąż pamiętam każdy finał Ligi Mistrzów, w którym grała Barca, odkąd zostałem fanem. Ten w 2006 roku, kiedy straciliśmy jednego gola z Arsenalem, a potem udało nam się odwrócić wszystko w drugą stronę. Finał w 2009 roku, kiedy Messi strzelił głową w meczu z Manchesterem United (nawet spadł mu but, kiedy skoczył). Finał w 2011 roku, kiedy, z wyjątkiem bramki Rooneya, mecz był dla Barcy. Finał w 2015 roku przeciwko Juventusowi, kiedy Neymar strzelił w ostatnich minutach i skończyło się na 3:1.
Pamiętam też, że miałem najwięcej pewności przed meczem, kiedy była Remontada 6:1 przeciwko PSG. Pamiętam, jak biegałem po domu jak szalony, kiedy Sergi Roberto strzelił ostatniego gola. I jeszcze ten fajny mecz z Bayernem w Lidze Mistrzów na Camp Nou, który zakończył się 3:0, wszystkie bramki strzelone w ostatnich 20 minutach spotkania. Wciąż pamiętam upadek Boatenga, kiedy Messi dryblował. Mam te mecze na swoim laptopie, wszystkie 4 finały oraz te z PSG i Bayernem.
Ale są też mecze, które uwielbiam nie lubić, jak mecz z Chelsea Londyn w Lidze Mistrzów w 2005 roku, kiedy na Stamford Bridge Chelsea zdołała strzelić nam 3 gole w 15 minut. Ronaldinho też strzelił im gola jak przedszkolakom, ale to nie wystarczyło, przegraliśmy 4-2. Czy też mecz z Interem, kiedy Mourinho przybył na Camp Nou z drużyną ustawioną defensywnie. Bojan Krkic zdołał strzelić gola w 94. minucie, ale faulowali Pique, a Barcelona przepuściła szansę na finał Ligi Mistrzów na Santiago Bernabeu w 2010 roku. No i jeszcze ten najświeższy mecz z PSG w tym roku. Sprawił, że tęsknię za dobrymi latami.
AS: Który okres w historii Barcy uważasz za najlepszy (z tych, które pamiętasz) i dlaczego?

RR: Mam w głowie dwa bardzo różne okresy. Pierwszym, który dobrze pamiętam, był zespół stworzony przez Rijkaarda zbudowany wokół Ronaldinho. Pamiętam, że rozmawiano o sprowadzeniu Beckhama, ale Beckham wybrał Real Madryt, więc musieliśmy się zadowolić Ronaldinho. Nie było z tym problemu. To był w jakiś sposób okres chaosu, ponieważ wtedy drużyna miała Deco, Giuly, Etoo, Puyola, Marqueza... To byli świetni gracze, ale nigdy nie czułem, że dominują w każdym meczu. To zawsze była kolejka górska. Kiedy wygrali, robili to świetnie, kiedy przegrali, robili to tak samo ostro (dlatego wciąż pamiętam te gry).
A potem przyszła rewolucja Pepa Guardioli. Niewiele wiedziałem o Pepie Guardioli. Pamiętam, że przegrał swój pierwszy mecz i zakończył remisem drugi, więc nadzieje były dość niskie. Reszta to już tylko historia, a ich styl gry był moim zdaniem niesamowity. To była świetna grupa zawodników i można to było poczuć nawet w reprezentacjach narodowych, gdzie Hiszpania wygrała Euro 2008, PŚ 2010 i Euro 2012, a ponad połowa drużyny pochodziła z Barcy. Później, aby nie odbierać zasługi Luisowi Enrique i jego wygranej w Lidze Mistrzów w 2015 roku, zespół był już ugruntowany wokół tych graczy (Pique, Busquets, Iniesta, Xavi i Messi), więc kiedy dodali Neymara, Luisa Suareza, Rakitica, wszystko stykło tak, jak trzeba. Chciałbym zobaczyć zespół Cruyffa, który wygrał w 1992 roku, ale moim zdaniem Barcelona z lat 2009-2011 była najsilniejszą, jaką kiedykolwiek widziałem.
AS: Czy jeśli jesteś fanem Barcy to musisz "nie lubić" Realu Madryt?

RR: Nie muszę nie lubić, ale nie jestem zadowolony jak wygrywają. Ciekawostka, w latach 2005-2008 byłem znacznie większym fanem Cristiano Ronaldo niż Lionela Messiego. Mam na myśli, że Messi był świetny, rósł, drużyna Barcelony przechodziła zmianę, ale Cristiano był niesamowity.
Miałem nawet tapetę na swoim komputerze z Manchesterem United. Wszystko się zmieniło, kiedy podpisał kontrakt z Realem w 2009 roku. Obecnie jestem po prostu szczęśliwy, że mogłem oglądać tę dwójkę przez tyle lat na tak wysokim poziomie.
Jeśli chodzi o Real Madryt, myślę, że moja niechęć powstała odkąd Mourinho przyszedł do Realu i powstała cała ta złośliwość, którą włożył w derby.
Nadal uważam, że Atetico zasłużyło na wygranie przynajmniej jednego z finałów Ligi Mistrzów przeciwko Realowi i na pewno Liverpool też. Gdyby Karius nie był bramkarzem, Liverpool byłby w tym sezonie znacznie lepszym zespołem.
Wszystko wraca do wpływu, jaki Cristiano miał na Real Madryt w tamtych latach. Jak widać, kiedy odszedł, Real nie jest tą samą drużyną, a także Messi nie jest już tym samym graczem. Ta rywalizacja między nimi pomogła Messiemu znacznie bardziej niż Cristiano.
AS: Polskiemu klubowi udało się wygrać z Barcą tylko raz. Czy znasz jakieś historyczne mecze między Barceloną a rumuńskim klubem, o których nadal rozmawia się w Rumunii?

RR: Jestem chyba najgorszym fanem Barcy z tego punktu widzenia, ponieważ największy sukces piłkarski rumuński klub odniósł przeciwko FC Barcelona. To te czasy, kiedy Steaua Bukareszt wygrała finał Pucharu Mistrzów w 1986 roku, a bramkarz Dukadam obronił 4 rzuty karne. Wciąż słyszę, jak komentatorzy krzyczą "Apara Dukadam!" (co oznacza: "Dukadam obronił").
W Rumunii zawsze o tym się dyskutuje. Zwłaszcza w rocznicę meczu, co roku 7 maja, kiedy zawsze go pokazują. To jak "Kevin sam w domu" w Boże Narodzenie. Jak na ironię, nigdy nie widziałem tej gry, tylko końcówkę. Później w latach 90-tych dwóch naszych rumuńskich wielkich graczy grało w Barcelonie, Popescu, który był także kapitanem FC Barcelony przez chyba dwa sezony i Gica Hagi.
AS: Każdy prawdziwy fan musi odbyć pielgrzymkę na Camp Nou. Ty już tam byłeś. Opowiedz nam o tym.

RR: To było naprawdę spełnienie marzeń. Cały stadion w cztery godziny. Marketing tego miejsca jest niesamowity. Mogłem nawet zrobić zdjęcie z trofeum Ligi Mistrzów na stoisku, mając na sobie koszulkę zrobioną na zamówienie. Było to latem, po ostatnim trofeum zdobytym przez Barcelonę. Nadal mam koszulkę, niestety, byłem znacznie chudszy w 2015 roku. Ale nadal chcę wrócić, aby rzeczywiście zobaczyć "El Clasico" z trybun. Tak, dalej mam coś do zrobienia na tym stadionie.
AS: Gdybyś miał wybór mieć w Barcy ponownie Stoichkova i Romario zamiast Messiego, zgodziłbyś się? Czy też Messi jest niezastąpiony?

RR: Cóż, nie widziałem grających Romario i Stoichkhova. Nie wiem, jak mógłbym ich kiedykolwiek porównać, ale co udało się Messiemu (z dużą pomocą Xaviego i Iniesty)... Nie sądzę, by to zostało szybko powtórzone. Z Messim w drużynie Barcelona przeszła z jednego Pucharu Mistrzów do 5 trofeów. A w La Liga w ciągu ostatnich 16 lat Barca zdobyła 10 tytułów. Nie mogę się doczekać, aby zobaczyć, co teraz pokażą młodzi: Ansu Fati, Pedri, Eric Garcia, Mingueza. Oni mają talent, będą po prostu potrzebować dobrego trenera.

AS: A gdyby FC Barcelona nie istniała i musiałbyś kibicować innemu klubowi, byłoby to...

RR: Gdybyś mnie o to pytał w 2012 roku, to na pewno byłby to Manchester United, ale kiedy odszedł od nich Sir Alex Ferguson, już nigdy nie było tak samo. I od tego czasu, jeśli to nie FC Barcelona, nie ma dla mnie piłki nożnej.

AS: No i na koniec zadanie dla Ciebie. Wypisz proszę nazwiska polskich piłkarzy, których znasz, bez szukania w internecie i bez sprawdzania pisowni ich nazwisk.

RR: Przeliteruję je tak źle, jak tylko potrafię. Pierwszym, który przychodzi mi do głowy i zawsze tak będzie, jest Dudek. Jego taniec przy rzutach karnych przeciwko Milanowi jest nadal jedną z najlepszych rzeczy w historii (ten finał Liverpoolu był i jest jednym z najlepszych meczów, jakie widziałem jako kibic). Potem jest Lewandowski, który zdobył cztery gole przeciwko Realowi Madryt, gdy był w Dortmundzie. Inne, które przychodzą mi na myśl to: Boruc, Blasikowski, Milik, Piszcek, Sczesny, Fabianski, Piątek (co z jakiegoś powodu czytane jest jako Piontek).
Nie wiem jak to jest z bramkarzami, ale w pewnym momencie każda duża drużyna w Anglii miała polskiego bramkarza.
AS: Dzięki za wywiad i do zobaczenia w pracy ;-)