Między alarmem a działaniem

HEureka Generator: Czy możesz się przedstawić?

Radostyna Donchenko:
Cześć wszystkim, nazywam się Radostyna, pochodzę z Ukrainy, mieszkam w Zaporożu i pracuję w lokalnej organizacji pozarządowej już od czterech lat.

HG: Czy możesz opowiedzieć trochę o swojej organizacji? Czym się zajmujecie i jakie są wasze główne cele?

RD: Organizacja SVOI została założona w styczniu 2021 roku. Dołączyłam do niej najpierw jako wolontariuszka w listopadzie 2021 roku, a obecnie jestem już członkinią zarządu – odpowiadam głównie za projekty międzynarodowe i częściowo za lokalne. Początkowym celem organizacji było wspieranie młodzieży poprzez wolontariat i promowanie wolontariatu w Zaporożu – nie tylko wśród młodych ludzi, ale ogólnie w społeczeństwie.

Wolontariat nie był popularny, ludzie często nie rozumieli, dlaczego mieliby robić coś za darmo. Po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji federacji rosyjskiej na Ukrainę sytuacja bardzo się zmieniła i przez chwilę nie wiedzieliśmy, jaka będzie nasza dalsza droga. Z czasem przekształciliśmy się w platformę dla młodzieży, gdzie mogą się rozwijać nie tylko przez wolontariat, ale też przez programy liderskie i międzynarodowe. Dziś działamy tylko z młodymi osobami i oferujemy im możliwości rozwoju i samorealizacji.

HG: Co cię zainspirowało i co cię motywuje do pracy w organizacji?

RD:
Moją główną motywacją jest zmiana, którą mogę wprowadzać – i już widzę, jak ludzie się zmieniają, gdy angażują się w naszą organizację. Drugim motywującym elementem jest feedback od uczestników. Na przykład w kwietniu tego roku organizowaliśmy wymianę młodzieży w Polsce, w Motyczu Leśnym. Przywieźliśmy grupę nastolatków (15–17 lat) i po powrocie jeden chłopak napisał mi długą wiadomość, że projekt go zainspirował, zmienił jego życie, dodał odwagi do aplikowania na długoterminowy projekt międzynarodowy. Poprosił mnie o list rekomendacyjny – napisałam mu go – i został przyjęty. Teraz uczy się przez dwa lata w Londynie. To mnie naprawdę inspiruje – widzieć, że mogę mieć wpływ na młodych ludzi z mojego regionu.

HG: Jak wojna wpłynęła na codzienną działalność waszej organizacji? Co musieliście zmienić, żeby dalej działać?

RD:
Pierwszą rzeczą, którą zrobiliśmy, było stworzenie wspólnej przestrzeni na Google Drive z dostępem dla wszystkich członków. Wcześniej tylko pojedyncze osoby miały dostęp do np. social mediów czy dokumentów. Teraz wszystko jest w jednym miejscu, bo nigdy nie wiadomo, co się może stać – musimy mieć pewność, że organizacja będzie kontynuować działania niezależnie od sytuacji. Kolejną trudnością jest rozproszenie zespołu – prezes naszej organizacji mieszka w innym mieście, co utrudnia organizację pracy związanej z dokumentami. Wielu naszych wolontariuszy wyjechało po rozpoczęciu wojny, więc musieliśmy budować naszą społeczność od zera.

HG: Jak udaje ci się zachować motywację i energię do pracy społecznej w tak trudnych czasach?

RD:
Praca społeczna sama w sobie mnie motywuje. Gdy mam dużo do zrobienia, nie mam czasu na rozmyślanie o sytuacji w kraju, czy przeglądanie wiadomości. Mam zaplanowany grafik na miesiące do przodu i to mnie trzyma w trybie działania. Poza tym bardzo pomaga mi kontakt z ludźmi.

HG: Czy bezpieczeństwo uczestników projektów stanowi wyzwanie? Jak sobie z tym radzicie?

RD:
W pierwszym roku wojny to był duży problem, bo brakowało bezpiecznych przestrzeni. Teraz sytuacja się poprawiła. Organizując jakiekolwiek wydarzenie, zawsze w pierwszej kolejności myślimy o bezpieczeństwie. Najczęściej wybieramy miejsca w piwnicach (poziom -1 lub -2). Jeśli nie ma takiej możliwości – dostosowujemy się w zależności od rodzaju alarmu i wieku uczestników. Jeśli są niepełnoletni – zawsze idziemy do schronu, nawet 10 razy dziennie. Dorośli mają wybór – jeśli to alarm dronowy, możemy kontynuować; jeśli bombowy – idziemy do schronu. Czasem organizujemy zajęcia bezpośrednio w schronach – przynosimy flipcharty i po prostu kontynuujemy tam pracę.

HG: Jak alarmy lotnicze wpływają na twoje codzienne życie?

RD:
To chyba najtrudniejsze pytanie, bo tak się do nich przyzwyczaiłam, że prawie nie zwracam uwagi. Wiem, że to niebezpieczne, ale trudno prowadzić normalne życie, gdy alarmy są 10–15 razy dziennie i trwają od 5 minut do kilku godzin. Niektóre miejsca zamykają się podczas alarmów (np. teatry, galerie), ale wiele – jak banki czy poczta – działa normalnie. Najbardziej przeszkadzają w nocy – wtedy zazwyczaj nie mamy czasu, by zejść do schronu, więc chowamy się w łazience lub korytarzu bez okien. Trudno, kiedy nie śpisz do 4 nad ranem, a o 7 musisz wstać do pracy. Ale to nie jest wymówka – każdy na Ukrainie jest w tej samej sytuacji. Trzeba po prostu działać, niezależnie od wszystkiego.

Oprócz alarmu lotniczego dużym wyzwaniem są również przerwy w dostawie prądu, które mogą trwać od 2 do nawet 12 godzin dziennie, w zależności od obciążenia systemu energetycznego. W dni, kiedy przewidywane są przerwy w dostawie prądu, mieszkańcy otrzymują odpowiednie harmonogramy, w których można dokładnie sprawdzić, kiedy i jak długo pod wskazanym adresem nastąpi przerwa w dostawie prądu i, w miarę możliwości, odpowiednio rozłożyć czas. Jeśli przerwa w dostawie prądu trwa długo, a prace wciąż są do wykonania, zazwyczaj udaję się do tzw. „punktu nietykalności” – jest ich wiele w każdej dzielnicy miasta. Są to centra z alternatywnym źródłem energii, gdzie zawsze jest światło, można naładować laptopa, ogrzać się i popracować.
HG: Jak minęła twoja podróż do Polski na naszą wymianę (06.10.2025)?

RD:
Tym razem była naprawdę łatwa. Zwykle do Motycza Leśnego dojeżdżamy bez problemu – to blisko i mamy tylko jedną przesiadkę. Największe wyzwanie to zakup biletów na pociąg. Można je kupić 20 dni wcześniej od 9:00 rano – i zazwyczaj o 9:30 już ich nie ma. Jeśli podróżuję z dużą grupą, szczególnie z niepełnoletnimi, trudno kupić bilety w jednym wagonie. Tym razem znalazłam mniej popularny pociąg, podróż była dłuższa, ale za to bilety były dostępne przez cały dzień. Udało się nam kupić miejsca razem. Wyjechaliśmy w niedzielę o 17:30, a na miejscu byliśmy w poniedziałek o 20:00. Ale to była naprawdę spokojna podróż w porównaniu np. z podróżą na wymianę młodzieży do Chorwacji, gdzie były 4 przesiadki i 2 dni drogi.


HG: Czy projekty międzynarodowe mają teraz dla ciebie szczególne znaczenie?

RD:
Tak, zawsze miały dla mnie duże znaczenie. Jako dziecko byłam bardzo nieśmiała i myślałam, że podróżować za granicę mogą tylko bogaci. Pierwszy raz pojechałam na taki projekt mając 23 lata – i zmienił on moje życie. Dzięki tym projektom poznałam wspaniałych ludzi, inne kultury, kraje, i znalazłam swoje miejsce w życiu, zaczynając pracę w NGO. Chcę, żeby młodzież z Zaporoża też miała takie możliwości. Obecnie wielu młodych wyjeżdża z miasta – i ja ich rozumiem. Mogę ich wspierać i przygotować, pokazać inne możliwości. Te projekty są też dla mnie ważne, bo widzę zrozumienie i wsparcie ze strony partnerów – np. Heureka Generator pomagała nam w zwrocie kosztów podróży w gotówce zgodnie z zasadami programu Erasmus+, gdy banki blokowały przelewy międzynarodowe do Zaporoża. Zazwyczaj zwroty kosztów podróży odbywają się przelewami po zakończeniu działań. To rzadkie i bardzo cenne.


HG: Jak wygląda wasza współpraca z partnerami międzynarodowymi?

RD:
Już o tym rozmawialiśmy – ogólnie idzie bardzo dobrze. Czasem mamy trudności (np. z logistyką, podróżami czy finansami), ale nasi partnerzy są wyrozumiali. Mamy dobrą relację, bo wcześniej spotkaliśmy się osobiście. Zanim zaczęliśmy projekty Erasmus+, pojechałam na seminarium budowania partnerstw w Lublanie (listopad 2023). Tam poznałam partnerów z Chorwacji, Andrzeja i inne osoby, z którymi potem zrealizowaliśmy projekty. Te spotkania były bardzo pomocne – mogliśmy porozmawiać twarzą w twarz o budżetach, podróżach, wyzwaniach. I to naprawdę procentuje – bo dzięki tej osobistej relacji nasza współpraca układa się świetnie.


HG: Dziękujemy bardzo za poświęcony czas i podzielenie się doświadczeniem.

RD:
Dziękuję również za wasze pytania!



Wywiad z Radostyną Donchenko z naszej partnerskiej organizacji SVOI z Zaporoża na Ukrainie został przeprowadzony przez wolontariusza stowarzyszenia Heureka Generator Kamila Fydryka i wolontariuszkę stowarzyszenia Heureka Generator Weronikę Wilk.