Rycerz Radosław

Radka poznaliśmy gdy dawno temu rozpoczęliśmy współpracę z lubelskimi miłośnikami gier teatralnych, którzy odwiedzali nas w trakcie gier przygotowanych dla młodzieży z Polski i zagranicy. Radek najczęściej wcielał się w rolę "bohatera niezależnego". Między innymi odgrywał rolę Bolesława Chrobrego, czy złowrogiego ducha... Gry teatralne to nie jedyna pasja naszego znajomego. Dziś porozmawiamy o innej – rycerstwie...
HEureka Generator: Cześć Radek. Dziękujemy, że zgodziłeś się wziąć udział w tym wywiadzie. Kiedy i dlaczego zacząłeś interesować się rycerstwem? Czy ma to związek z zamiłowaniem do historii?

Radosław Łaszkiewicz: Ruchem rekonstrukcyjnym interesuję się od ponad 20 lat, natomiast mniej więcej 10 lat temu zacząłem w nim brać udział. Tak jak to zazwyczaj bywa, zaczęło się od zainteresowania historią średniowiecza, ale również w moim wypadku wpływ miały gry fabularne i gry komputerowe. 

HG: Należysz do bractwa rycerskiego. Na czym polega jego działalność?

RŁ: 
Ta działalność ma różnoraki charakter. To, co jest wspólne, to spędzanie razem czasu przez członków grupy. Z jednej strony mamy działania skierowane na zewnątrz, takie jak udział w pokazach rycerskich czy rekonstrukcjach historycznych bitew lub innych wydarzeń. Z drugiej strony są działania skierowane do wewnątrz, do członków grupy – takie jak różnego rodzaju ćwiczenia fizyczne (musztra, szermierka) bądź warsztaty, na przykład z szycia, w ramach których nabywa się podstawowe umiejętności w tym zakresie, aby umieć sobie samemu radzić z przyszyciem przysłowiowego guzika czy czymś bardziej skomplikowanym. Wszystko zależy też od konkretnego przypadku, są mniej lub bardziej aktywne bractwa.

HG: Żeby zostać rycerzem, zapewne nie wystarczy jedynie wpisać się na listę członków. W jaki sposób można oficjalnie zostać rycerzem? Są jakieś przeciwwskazania? Trzeba przejść jakiś test? Jak to wyglądało w Twoim przypadku?

RŁ: Do pasowania na rycerza nie jest potrzebny jakiś "król" czy inny władca, może to zrobić inny rycerz. Przyjęło się uważać, że powinno to być za "zasługi". W praktyce pasowano młodych ludzi na rycerzy również przed bitwą, czyli niejako zaocznie. Współcześnie wystarczy zostać uznanym za godnego tego zaszczytu, czy to poprzez wieloletnie udzielanie się w ruchu rycerskim, udział w turniejach, czy w jeszcze jakiś inny sposób. Wówczas odbywa się ceremonia pasowania, podczas której składa się przysięgę rycerską.

Z takich zupełnie fizycznych cech to na pewno trzeba być przygotowanym na różne niewygody, przede wszystkim dość spartańskie warunki na wyjazdach, spanie w historycznym namiocie, który nie grzeje tak dobrze jak współczesny czy niski poziom sanitariatów.

Jeśli ktoś chce występować w różnego rodzaju pokazach czy rekonstrukcjach bitew jako rycerz to na pewno bardzo przydaje się dobra kondycja fizyczna, wytrzymałość. Elementy wyposażenia zawsze swoje ważą, nie można ich zdjąć "w trakcie", a same wydarzenia trwają po kilka godzin w różnych warunkach atmosferycznych.

HG: Kiedy już zostaniesz rycerzem, jakie są Twoje obowiązki? Czy istnieje jakiś kodeks, którego musisz przestrzegać?

RŁ: Częścią ceremonii pasowania jest złożenie rycerskiej przysięgi. Jest ona długa, a tekst, ułożony przez Kapitułę Rycerstwa Polskiego, jest dostępny w Internecie. Jest to zobowiązanie się do przestrzegania pewnych rzeczy, oczywiście w granicach rozsądku. Nie ma jakiegoś trybunału, który by z tego później rozliczał, więc tak naprawdę jedynym strażnikiem przestrzegania tych zasad jest nasze własne sumienie. W codziennym życiu mi najczęściej towarzyszy zwrot: "zapalczywości nie mieć, gniewu nierozważnym uczynkiem nie wykonywać". Wcześniej bywało z tym różnie, a teraz staram się o tym pamiętać i większość znanych mi rycerzy to właśnie osoby uprzejme i spokojne (oczywiście w środowisku zdarzają się też "gwałtownicy", ale jest ich zdecydowana mniejszość).

HG: Jest wiele wydarzeń, podczas których rycerze mogą zaprezentować swoje umiejętności walki. Czy takie potyczki są niebezpieczne?

RŁ:
Chciałbym na wstępie zaznaczyć, że słowo "potyczki" może dotyczyć pojedynków albo starć grupowych. Generalnie wszystkie potyczki przy zachowaniu odpowiedniego poziomu ochraniaczy nie są zbyt niebezpieczne. Najczęstsze kontuzje to otarcia lub siniaki, sporadycznie zdarzają się poważniejsze obrażenia, zwłaszcza dłoni lub stawów, które z reguły są najsłabiej chronione i najbardziej podatne na kontuzje. Na pewno większe prawdopodobieństwo takich obrażeń jest w przypadku starć grupowych niż pojedynków. 

HG: Używacie ostrej broni? 

RŁ: Ostra broń używana jest wyłącznie w ściśle kontrolowanych warunkach, jeśli chodzi o starcia to są to wyłącznie pojedynki 1:1, prowadzone bardzo wolno i oczywiście  w odpowiednich ochraniaczach. Takie pojedynki są bardzo sporadyczne, głównie chodzi o zaprezentowanie różnicy pomiędzy bronią naostrzoną i nienaostrzoną, w jak odmienny sposób one pracują. Dużo częściej zdarza się prezentowanie takiej broni na pokazach, a nie w trakcie walki, na przykład przecinając butelki napełnione wodą albo maty tatami, aby każdy mógł przekonać się, jak niebezpieczna jest broń naostrzona.
HG: Na ile wiernie taka rekonstrukcja oddaje realia tamtych czasów? Czy istnieje coś, czego w ogóle nie da się odtworzyć?

RŁ: Jest to przedmiotem nieustannych sporów. Nowe znaleziska archeologiczne oraz badania naukowców powodują, że co jakiś czas trzeba rewidować poglądy na ten temat. Z uwagi na upływ czasu i to, że bardzo wiele materiałów źródłowych nie zachowało się lub uległo zniszczeniu, precyzyjne odtworzenie jakiegoś wydarzenia z dokładnością co do detalu jest niemożliwe. Możliwe jest ewentualnie zaprezentowanie aktualnego poglądu, jak dane zdarzenie z danego okresu historycznego wyglądało. W rekonstrukcji opieramy się na znaleziskach i ewentualnie opisach/ilustracjach ze średniowiecznych źródeł pisanych (względnie innych dziełach, na przykład rzeźbach).

Oba te źródła mają swoje wady. W przypadku znalezisk archeologicznych (ewentualnie eksponatów muzealnych) problemem jest upływ czasu, wpływ warunków atmosferycznych lub (czasami) ingerencja człowieka i dlatego często bardzo trudno o dobre odtworzenie przedmiotów z materiałów organicznych (tkaniny, skóra, drewno), skoro zachowały się tylko ich szczątki. Z kolei jeśli chodzi o przekazy czy ilustracje, to nigdy nie ma pewności, na ile jest są wierne, czy autor dokładnie daną rzecz opisał i czy nie dodał czegoś od siebie. Można próbować to weryfikować, porównując na przykład obrazy czy przekazy różnych autorów z tego samego okresu. Nie zawsze jest to możliwe i bywa żmudne. Dlatego wiele z tego, co noszą i czym posługują się rekonstruktorzy to w dużej mierze pewien główny dominujący nurt czy pogląd na to, co w danym okresie w tym zakresie obowiązywało. Pogląd, ale obarczony ryzykiem błędu, który może zostać zweryfikowany przez jakieś nowe materiały.

Jako przykład mogę podać historię damskiej bielizny w średniowieczu. Ani ilustracje (które pokazują kobiety albo całkowicie ubrane albo całkowicie nagie) ani opisy nic na jej temat nie mówią (pokazuje to zresztą, jaką pozycję zajmowała kobieta w średniowiecznym społeczeństwie). Dlatego przyjmowano, że oprócz szaty wierzchniej oraz spodniej tzw. giezła, kobiety nie nosiły niczego innego (mimo, że u panów występowały i koszule i krótkie lub długie gacie, czyli tzw. braies, które są bardzo często obecne na ilustracjach, jako że był to popularny strój zwłaszcza niższych stanów podczas letnich upałów). Dopiero znalezisko z Austrii, dokonane w 2012 roku pozwoliło zrewidować ten pogląd.

HG: Jakie widowisko najbardziej zapadło Ci w pamięć?

RŁ: Oczywiście "Dni Grunwaldu", większość zdjęć pochodzi z tego widowiska. Jest to na pewno jedna z największych tego typu imprez w Europie i na świecie. Impreza trwa ponad tydzień, a kulminacją jest sobotnia rekonstrukcja bitwy pod Grunwaldem, w której biorą udział setki rekonstruktorów i tysiące, tysiące widzów. Bycie oklaskiwanym przez tak liczną publiczność naprawdę rekompensuje wszystkie wyrzeczenia.
HG: Wróćmy jeszcze na chwilę do kwestii ekwipunku. Gdzie współcześni rycerze zaopatrują się w broń i inne niezbędne przedmioty? Czy są w waszej społeczności kowale i płatnerze?

RŁ: Żeby to jakoś historycznie ująć powiem tak: w Polsce lata tak mniej więcej do około 2010 roku były czasami, w których odtwórstwo wymagało o wiele więcej wysiłku, niż obecnie, albowiem takich rzemieślników w zasadzie nie było. Stroje szyło się samodzielnie lub zlecało się to znajomym, bazując na powszechnie obowiązujących wówczas wzorach, które po latach okazywały się być niezgodne z historycznymi realiami. Były osoby zajmujące się kowalstwem np. artystycznym, które jednak nie miały zbyt wielkiego doświadczenia lub pojęcia o wytwarzaniu historycznego uzbrojenia, stąd brały się miecze ważące po kilkanaście kilogramów. Przykłady można mnożyć, są jeszcze zdjęcia w Internecie jak to wówczas wyglądało. Ja początkowo, kiedy oferta była faktycznie niezbyt bogata, wszystkie zamówienia przed zakupem konsultowałem z bardziej doświadczonymi osobami, aby się upewnić czy dana rzecz jest "historyczna". Po tym niezbyt ciekawym okresie, który znam głównie z opowiadań, od około 10-12 lat w Polsce i za granicą są wytwórcy czy rzemieślnicy wytwarzający ubiory, uzbrojenie czy wszystkie inne rodzaje wyposażenia. Z reguły są to również pasjonaci, zajmujący się daną epoką historyczną, dlatego można im zaufać co do zgodności z aktualnymi poglądami na temat tego, jak dana rzecz w tamtych czasach wyglądała, z czego i jak była zrobiona. Są też całe sklepy internetowe, w których wygodnie można kupić całe potrzebne wyposażenie, a potem korzystać z niego bez wstydu czy ryzyka posądzenia o "niehistoryczność" (co w tym środowisku jest chyba największą obelgą).

HG: Noszenie zbroi nie należy zapewne do najwygodniejszych rzeczy. Ile ważyła najcięższa zbroja jaką założyłeś?

RŁ: To oczywiście jest zmienne, tak na oko sądząc, mój zestaw (który prezentuję na zdjęciach) waży około 15 kilogramów, łącznie z mieczem i tarczą. Początkowy zestaw ważył maksymalnie kilka kilogramów więcej. Generalnie bardzo ważne jest wyważenie poziomu ochrony i ciężaru tego całego wyposażenia.
HG: Czy potrzebujesz kogoś do pomocy, kiedy ją zakładasz? 

RŁ: Większość elementów wyposażenia posiada troczki, paski, sprzączki, które trzeba umiejętnie zapiąć lub przywiązać, żeby w trakcie wydarzenia nic "nie odpadło". Niektóre znajdują się w trudno dostępnych miejscach, na przykład na plecach, dlatego bardzo wskazana jest w trakcie zakładania pomoc giermka czy innej osoby. Przy zdejmowaniu z reguły sprawa jest trochę prostsza i pomoc już nie jest potrzebna.

HG: Miałeś kiedyś problem z wydostaniem się ze zbroi? Albo jakąś inną zabawną sytuację związaną z twoim fachem? 

RŁ: Z samą zbroją niekoniecznie, natomiast w 2015 roku wróciłem do odtwórstwa po ponadrocznej przerwie, bez żadnego wcześniejszego przygotowania i ćwiczeń, zaczynając oczywiście od udziału w największej imprezie, czyli od Dni Grunwaldu. Dodatkowo miałem problemy z zasłoną hełmu, która nieustannie opadała i skutecznie ograniczała wentylację, co przy lipcowych upałach okazało się być zabójcze. Udało mi się dotrwać do końca inscenizacji i zejść z pola bitwy, ale później zauważyła mnie ekipa ratowników medycznych, rozebrali mnie ze wszystkiego i do obozu wracałem w samej bieliźnie. Zdjęcie z 2015 roku przedstawia mnie właśnie w trakcie tej inscenizacji (dodam, że było to jeszcze przed bitwą), fotografia pochodzi z Polskiej Agencji Prasowej, później była publikowana na różnych portalach.
HG: Czy bycie rycerzem można traktować jako zawód? Czy kiedy zdejmujesz zbroję to wracasz do swojego normalnego życia, tak jakbyś wracał z pracy, czy raczej bycie rycerzem znaczy dla Ciebie coś więcej? 

RŁ: Są osoby, które z tego się utrzymują, aczkolwiek nie ma ich zbyt wielu. Mówiąc "utrzymują", mam na myśli udział w różnego rodzaju komercyjnych pokazach, nagraniach filmowych czy motion capture, czy też prowadzenie szkół lub zajęć szermierki (w różnych formatach). Jest też jakaś grupa osób, która zajmuje się rzemieślnictwem i wyrabia wyposażenie dla siebie i innych. Zdecydowana większość jednak prowadzi "normalne" życie, zajmując się na co dzień czymś zupełnie innym, oddając się swojemu hobby w wolnych chwilach.

HG: W jaki sposób zachęciłbyś kogoś do wzięcia udziału w widowisku historycznym, chociażby jako widz?

RŁ: Przede wszystkim chciałbym zachęcić wszystkich, którym również bliska jest historia, do przygody z ruchem rekonstrukcyjnym swojego ulubionego okresu historycznego. Nie musi być to średniowiecze, nie musi to być walka w pierwszym czy nawet ostatnim szeregu. Możecie tak naprawdę być kimkolwiek sobie wymarzycie – Wikingiem, wczesnośredniowiecznym wojem, rycerzem z XV wieku, mnichem z XIV wieku, XVII – wieczną polską szlachcianką, żołnierzem napoleońskim czy oficerem Wojska Polskiego z II Rzeczypospolitej. Tak naprawdę granicą jest Wasza wyobraźnia.

HG: Dziękujemy bardzo za wywiad, być może dzięki Tobie, ktoś z naszych czytelników wkroczy na podobną drogę, śladami dawnych czasów. Życzymy Ci dużo dobrej zabawy przy realizacji Twojego hobby!