Stay Tuned!
Paweł Piątkowski jest wolontariuszem HEureki już od ponad dwóch lat. Działał z nami w trakcie inicjatyw i projektów realizowanych przez nas w Polsce i za granicą, zwłaszcza tych związanych z historią XX wieku. Paweł często pomaga nam też przy tworzeniu i edycji materiałów audio wizualnych. Nie wszyscy jednak wiedzą o jeszcze jednej pasji naszego wolontariusza. O tym właśnie będzie nasza dzisiejsza rozmowa ;-)
HEureka Generator: Cześć Paweł, dzisiaj nie będziemy rozmawiać o projektach ;-)
Paweł Piątkowski: To dobrze, bo to temat rzeka :D
HG: Jesteś członkiem redakcji muzycznej kultowego lubelskiego studenckiego Radia Centrum. Co Cię podkusiło żeby iść do radia?
PP: Właściwie w moim przypadku Radio przyszło do mnie. Podczas gdy byłem członkiem Jury na Unia Film Festival poznałem Agnieszkę Bąk, która już wtedy prowadziła audycję o filmach w Radiu Centrum. Dobrze nam się gadało i niedługo potem dostałem propozycję by wziąć w niej udział. Nazywała się "Jak Się Patrzy". To oznacza, że moja przygoda z radiem zaczęła się właściwie od końca. Dopiero po kilku miesiącach współprowadzenia tej audycji poszedłem na nabór do redakcji muzycznej.
Paweł Piątkowski: To dobrze, bo to temat rzeka :D
HG: Jesteś członkiem redakcji muzycznej kultowego lubelskiego studenckiego Radia Centrum. Co Cię podkusiło żeby iść do radia?
PP: Właściwie w moim przypadku Radio przyszło do mnie. Podczas gdy byłem członkiem Jury na Unia Film Festival poznałem Agnieszkę Bąk, która już wtedy prowadziła audycję o filmach w Radiu Centrum. Dobrze nam się gadało i niedługo potem dostałem propozycję by wziąć w niej udział. Nazywała się "Jak Się Patrzy". To oznacza, że moja przygoda z radiem zaczęła się właściwie od końca. Dopiero po kilku miesiącach współprowadzenia tej audycji poszedłem na nabór do redakcji muzycznej.
HG: Jaki jest pierwszy krok, jeśli młoda osoba chciałaby zostać radiowcem?
PP: Nie ma jednej drogi. Można znaleźć radio studenckie i po prostu pójść na nabór, można też nagrać swoją próbkę głosu i rozesłać ją do rozgłośni na których nam zależy. Przede wszystkim trzeba tego chcieć i mieć jakiś charakter. Wszystko inne da się wypracować. Często słyszę od znajomych, że nie chcą iść na nabór, bo nie mają "radiowego głosu". W życiu nie słyszałem większej bzdury. Nie istnieje coś takiego jak radiowy głos. Na antenie każdy stara się być sobą. Nawet w przypadku jakiejś wady wymowy, w każdym radiu jest dostępny logopeda który pomoże wypracować nam głos by każdy słuchacz mógł nas zrozumieć.
PP: Nie ma jednej drogi. Można znaleźć radio studenckie i po prostu pójść na nabór, można też nagrać swoją próbkę głosu i rozesłać ją do rozgłośni na których nam zależy. Przede wszystkim trzeba tego chcieć i mieć jakiś charakter. Wszystko inne da się wypracować. Często słyszę od znajomych, że nie chcą iść na nabór, bo nie mają "radiowego głosu". W życiu nie słyszałem większej bzdury. Nie istnieje coś takiego jak radiowy głos. Na antenie każdy stara się być sobą. Nawet w przypadku jakiejś wady wymowy, w każdym radiu jest dostępny logopeda który pomoże wypracować nam głos by każdy słuchacz mógł nas zrozumieć.
HG: Czy proces rekrutacji był ciężki?
PP: Sama rekrutacja niekoniecznie, chyba, że jest się w programie ochrony świadków, bo trzeba napisać CV ;) Ciężkie jest zderzenie podczas rekrutacji z ludźmi którzy na antenie są od wielu lat i na początku widzi się przepaść pomiędzy poziomem ich programów i swoich.
HG: Opowiedz co dokładnie robisz teraz w radiu?
PP: Jestem członkiem redakcji muzycznej. Prowadzę pasma (programy) takie jak poranne "Głowa do Góry", popołudniowe "Godziny Szczytu" czy wieczorne "Najwięcej Rocka". W praktyce co jakiś czas wcinam się między utwory i opowiadam o rzeczach mniej lub bardziej ciekawych. Realizuję wydarzenia w trakcie programów i od czasu do czasu piszę teksty i recenzje na stronę Radia.
PP: Sama rekrutacja niekoniecznie, chyba, że jest się w programie ochrony świadków, bo trzeba napisać CV ;) Ciężkie jest zderzenie podczas rekrutacji z ludźmi którzy na antenie są od wielu lat i na początku widzi się przepaść pomiędzy poziomem ich programów i swoich.
HG: Opowiedz co dokładnie robisz teraz w radiu?
PP: Jestem członkiem redakcji muzycznej. Prowadzę pasma (programy) takie jak poranne "Głowa do Góry", popołudniowe "Godziny Szczytu" czy wieczorne "Najwięcej Rocka". W praktyce co jakiś czas wcinam się między utwory i opowiadam o rzeczach mniej lub bardziej ciekawych. Realizuję wydarzenia w trakcie programów i od czasu do czasu piszę teksty i recenzje na stronę Radia.
HG: A jak było na początku? Robiłeś to samo co teraz, czy najpierw musiałeś odbyć jakieś praktyki?
PP: W redakcji muzycznej początek wygląda dla każdego tak samo. Gdy już przejdziemy przez proces rekrutacji lub nabór, przychodzimy popatrzeć na pracę tych członków redakcji, którzy już prowadzą programy, oni starają się nam przekazać swoje sposoby na prowadzenie programu, uczą wymyślać wejścia i tworzyć puenty, a także uczą jak nie zepsuć realizacyjnie wydarzeń, żeby prowadzącemu nie było przykro ;) Dalej następuje nagrywanie tzw. dema, czyli prowadzimy program "na sucho", bez wchodzenia na antenę. Takie demo, jedno lub kilka, musi przesłuchać szef redakcji i szef muzyczny i gdy poziom będzie zadowalający powoli zaczynamy prowadzić swoje pierwsze proste programy.
HG: Dużo w redakcji jest osób w twoim wieku?
PP: Radio Studenckie ma to do siebie, że siłą rzeczy staramy się obsadzać antenę ludźmi młodymi które chcą się nauczyć wszystkiego co będzie im potrzebne w dużej ogólnopolskiej rozgłośni. W takich miejscach nie ma już miejsca na błędy lub antenowe eksperymenty. Większość z członków redakcji jeszcze studiuje, chociaż mamy też mentorów którzy na antenie działają już od wielu lat, i obserwowanie ich przy pracy jest w jakiś sposób magiczne, bo to już prawdziwa antenowa wirtuozeria :)
PP: W redakcji muzycznej początek wygląda dla każdego tak samo. Gdy już przejdziemy przez proces rekrutacji lub nabór, przychodzimy popatrzeć na pracę tych członków redakcji, którzy już prowadzą programy, oni starają się nam przekazać swoje sposoby na prowadzenie programu, uczą wymyślać wejścia i tworzyć puenty, a także uczą jak nie zepsuć realizacyjnie wydarzeń, żeby prowadzącemu nie było przykro ;) Dalej następuje nagrywanie tzw. dema, czyli prowadzimy program "na sucho", bez wchodzenia na antenę. Takie demo, jedno lub kilka, musi przesłuchać szef redakcji i szef muzyczny i gdy poziom będzie zadowalający powoli zaczynamy prowadzić swoje pierwsze proste programy.
HG: Dużo w redakcji jest osób w twoim wieku?
PP: Radio Studenckie ma to do siebie, że siłą rzeczy staramy się obsadzać antenę ludźmi młodymi które chcą się nauczyć wszystkiego co będzie im potrzebne w dużej ogólnopolskiej rozgłośni. W takich miejscach nie ma już miejsca na błędy lub antenowe eksperymenty. Większość z członków redakcji jeszcze studiuje, chociaż mamy też mentorów którzy na antenie działają już od wielu lat, i obserwowanie ich przy pracy jest w jakiś sposób magiczne, bo to już prawdziwa antenowa wirtuozeria :)
HG: Nie stresujesz się kiedy wchodzisz na antenę? W końcu słucha Cię dużo ludzi, a nietrudno jest się przejęzyczyć, albo coś zapomnieć...
PP: Włączając mikrofon każdy z radiowców stara się mówić tak, jakby rozmawiał z dobrym kumplem. Oczywiście każdemu z nas zdarza się przejęzyczyć, czy czegoś nie dopowiedzieć, ale mikrofon przyjmie wszystko więc Show must go on. Sztuką nie jest nie robić błędów, sztuką jest umieć nie wybijać się z rytmu i pokazywać,że przed mikrofonem nie siedzi jakaś mityczna postać tylko drugi człowiek który stara się jakoś umilić czas. Kiedy się przejęzyczę lub nie dopowiem czegoś ważnego staram się do tego nawiązać w następnym wejściu i wytłumaczyć o co mi chodziło. Warto jest mieć dystans, śmiać się z siebie i nie traktować słuchacza jak kogoś kto i tak pewnie nie zauważy. W każdym radiu szacunek do słuchacza jest bardzo ważny. I wielokrotnie jest nam to przypominane na zebraniach redakcji.
HG: Teraz czas na pracową anegdotę ;-) Co zabawnego lub nietypowego zdarzyło się w Twojej pracy?
PP: Wpadki, śmieszne sytuacje i różne nietypowe sytuacje są w radiu na porządku dziennym. Mógłbym opowiadać pół dnia o tym, jak w trakcie mojego programu spalił się procesor w komputerze który wpuszcza muzykę na antenę i resztę programu musiałem poprowadzić z tym, co miałem dookoła siebie, czyli w praktyce bardzo szybko zmieniać płyty. Mam trochę sławę radiowego pechowca, bo ostatnio, również w trakcie mojego programu ktoś źle wpisał kod do drzwi i przez to włączył się przeraźliwy alarm idealnie w trakcie mojego zapowiadania pogody. Nikt nas na to nie przygotował i trzeba było działać szybko. Zapowiedziałem w pogodzie apokalipsę Zombie i puściłem kawałek Lao Che "Zombi!", który zaczyna się od tekstu: "Alarm, radio alarm trąbi, każą smarować się maścią na zombie." W ten sposób potencjalnie kryzysowa sytuacja została obrócona w żart.
PP: Włączając mikrofon każdy z radiowców stara się mówić tak, jakby rozmawiał z dobrym kumplem. Oczywiście każdemu z nas zdarza się przejęzyczyć, czy czegoś nie dopowiedzieć, ale mikrofon przyjmie wszystko więc Show must go on. Sztuką nie jest nie robić błędów, sztuką jest umieć nie wybijać się z rytmu i pokazywać,że przed mikrofonem nie siedzi jakaś mityczna postać tylko drugi człowiek który stara się jakoś umilić czas. Kiedy się przejęzyczę lub nie dopowiem czegoś ważnego staram się do tego nawiązać w następnym wejściu i wytłumaczyć o co mi chodziło. Warto jest mieć dystans, śmiać się z siebie i nie traktować słuchacza jak kogoś kto i tak pewnie nie zauważy. W każdym radiu szacunek do słuchacza jest bardzo ważny. I wielokrotnie jest nam to przypominane na zebraniach redakcji.
HG: Teraz czas na pracową anegdotę ;-) Co zabawnego lub nietypowego zdarzyło się w Twojej pracy?
PP: Wpadki, śmieszne sytuacje i różne nietypowe sytuacje są w radiu na porządku dziennym. Mógłbym opowiadać pół dnia o tym, jak w trakcie mojego programu spalił się procesor w komputerze który wpuszcza muzykę na antenę i resztę programu musiałem poprowadzić z tym, co miałem dookoła siebie, czyli w praktyce bardzo szybko zmieniać płyty. Mam trochę sławę radiowego pechowca, bo ostatnio, również w trakcie mojego programu ktoś źle wpisał kod do drzwi i przez to włączył się przeraźliwy alarm idealnie w trakcie mojego zapowiadania pogody. Nikt nas na to nie przygotował i trzeba było działać szybko. Zapowiedziałem w pogodzie apokalipsę Zombie i puściłem kawałek Lao Che "Zombi!", który zaczyna się od tekstu: "Alarm, radio alarm trąbi, każą smarować się maścią na zombie." W ten sposób potencjalnie kryzysowa sytuacja została obrócona w żart.
HG: A zdarzyło Ci się żeby ktoś kiedyś w Lublinie poznał Cię po głosie ;-) ?
PP: Kiedyś w osiedlowej Żabce za każdym razem przed porannym programem, (który zaczyna się o 6 rano) kupowałem swój zestaw przetrwania, czyli energetyk i Hot Dog. Raz, wychodząc ze sklepu, jeszcze totalnie zaspany powiedziałem "Dziękuję, do usłyszenia i znośnego czwartku" czyli dokładnie tak jak kończę swoje programy. Wtedy ekspedientka krzyknęła "Wiedziałam, że Pana już gdzieś kiedyś słyszałam!" Jak się okazało, w tej żabce Radio Centrum leciało na okrągło.
HG: To dla Ciebie przygoda na teraz, czy chciałbyś związać się z radiem na stałe?
PP: Jeszcze się nad tym zastanawiam. Praca w Radiu daje mi masę frajdy i jest bardzo satysfakcjonująca, chciałbym kiedyś trafić do ogólnopolskiej rozgłośni, ale do tego jeszcze długa droga i nie wiadomo czy to się uda, także warto mieć plan B, dlatego zamierzam też skończyć studia.
HG: Masz jakiegoś ulubionego polskiego radiowca, na którym się wzorowałeś?
PP: Jest kilku polskich radiowców których bardzo lubię słuchać, z rozgłośni komercyjnych świetnie mi się słucha Jacka Tomkowicza z RMF FM. Łukasz Ciechański (obecnie w Radiowej Trójce) również prowadzi bardzo dobre programy. Oprócz tego Tomasz Kasprzyk. To takie moje top 3.
Jednak kluczem do robienia dobrych programów radiowych nie jest wzorowanie się na kimś a raczej wyrobienie własnego stylu antenowego. Jeśli ktoś się bardzo wzoruje na jakimś znanym radiowcu po prostu mocno to słychać i przez to czasem ma się wrażenie że prowadzący jest nieszczery, bo nie pokazuje siebie.
HG: Czy myślisz, że za dziesięć lat ludziom będzie się jeszcze chciało słuchać radia?
PP: Jestem tego absolutnie pewny. Wydaje mi się jednak, że radio nie do końca nadąża za rozwojem technologii. Ono starzeje się ze swoimi słuchaczami. Słuchanie radia to jest nawyk, który został wyrobiony przez, na przykład, pokolenie moich rodziców w młodym wieku i oni po dziś dzień radia słuchają, czasem tej samej stacji a czasem po prostu radia jako medium. Młodzi ludzie jednak rzadko włączają radio.
Młody człowiek który jest obyty z technologią i słucha muzyki na serwisach streamingowych jest podporządkowany pod algorytm który dobiera muzykę na podstawie tego czego słuchał i dzięki temu idealnie zna jego gust. Nie ma możliwości, żeby treści w radiu były idealne dla wszystkich zatem, jeśli rozgłośnie nie zaczną zawężać grupy odbiorców to nie mają szans przeżyć starcie z takimi gigantami jak serwisy streamingowe.
Radio jednak ma tę przewagę, i tym może konkurować z serwisami streamingowymi, że może przekazywać jakąś wartość dodaną. Czy to w postaci ciekawego komentarza czy charyzmy prowadzącego. Zatem, czy ludziom będzie się chciało słuchać radia za 10 lat? Myślę, że tak, ale tylko w wypadku gdy Radio wyewoluuje i między innymi zacznie wykorzystywać Internet, także tam tworzyć treści, i nie będzie nadawać jak w latach 30ych.
HG: Dziękujemy za rozmowę.
PP: Ja również dziękuję. Stay tuned! ;)
PP: Kiedyś w osiedlowej Żabce za każdym razem przed porannym programem, (który zaczyna się o 6 rano) kupowałem swój zestaw przetrwania, czyli energetyk i Hot Dog. Raz, wychodząc ze sklepu, jeszcze totalnie zaspany powiedziałem "Dziękuję, do usłyszenia i znośnego czwartku" czyli dokładnie tak jak kończę swoje programy. Wtedy ekspedientka krzyknęła "Wiedziałam, że Pana już gdzieś kiedyś słyszałam!" Jak się okazało, w tej żabce Radio Centrum leciało na okrągło.
HG: To dla Ciebie przygoda na teraz, czy chciałbyś związać się z radiem na stałe?
PP: Jeszcze się nad tym zastanawiam. Praca w Radiu daje mi masę frajdy i jest bardzo satysfakcjonująca, chciałbym kiedyś trafić do ogólnopolskiej rozgłośni, ale do tego jeszcze długa droga i nie wiadomo czy to się uda, także warto mieć plan B, dlatego zamierzam też skończyć studia.
HG: Masz jakiegoś ulubionego polskiego radiowca, na którym się wzorowałeś?
PP: Jest kilku polskich radiowców których bardzo lubię słuchać, z rozgłośni komercyjnych świetnie mi się słucha Jacka Tomkowicza z RMF FM. Łukasz Ciechański (obecnie w Radiowej Trójce) również prowadzi bardzo dobre programy. Oprócz tego Tomasz Kasprzyk. To takie moje top 3.
Jednak kluczem do robienia dobrych programów radiowych nie jest wzorowanie się na kimś a raczej wyrobienie własnego stylu antenowego. Jeśli ktoś się bardzo wzoruje na jakimś znanym radiowcu po prostu mocno to słychać i przez to czasem ma się wrażenie że prowadzący jest nieszczery, bo nie pokazuje siebie.
HG: Czy myślisz, że za dziesięć lat ludziom będzie się jeszcze chciało słuchać radia?
PP: Jestem tego absolutnie pewny. Wydaje mi się jednak, że radio nie do końca nadąża za rozwojem technologii. Ono starzeje się ze swoimi słuchaczami. Słuchanie radia to jest nawyk, który został wyrobiony przez, na przykład, pokolenie moich rodziców w młodym wieku i oni po dziś dzień radia słuchają, czasem tej samej stacji a czasem po prostu radia jako medium. Młodzi ludzie jednak rzadko włączają radio.
Młody człowiek który jest obyty z technologią i słucha muzyki na serwisach streamingowych jest podporządkowany pod algorytm który dobiera muzykę na podstawie tego czego słuchał i dzięki temu idealnie zna jego gust. Nie ma możliwości, żeby treści w radiu były idealne dla wszystkich zatem, jeśli rozgłośnie nie zaczną zawężać grupy odbiorców to nie mają szans przeżyć starcie z takimi gigantami jak serwisy streamingowe.
Radio jednak ma tę przewagę, i tym może konkurować z serwisami streamingowymi, że może przekazywać jakąś wartość dodaną. Czy to w postaci ciekawego komentarza czy charyzmy prowadzącego. Zatem, czy ludziom będzie się chciało słuchać radia za 10 lat? Myślę, że tak, ale tylko w wypadku gdy Radio wyewoluuje i między innymi zacznie wykorzystywać Internet, także tam tworzyć treści, i nie będzie nadawać jak w latach 30ych.
HG: Dziękujemy za rozmowę.
PP: Ja również dziękuję. Stay tuned! ;)
Pawła najczęściej usłyszycie w czwartkowy poranek między 6:00, a 10:00 rano i w sobotnim paśmie między 13:00, a 17:00. Wystarczy kliknąć tutaj:
Polski (PL)
Angielski (ENG) 










