Ah jo, půl roku v Brně

Aleksandra Chudek zaczęła swoją przygodę z HEureką od wolontariatu. Była aktywną uczestniczką projektów, bardzo aktywną młodzieżową liderką, aż w końcu dołączyła do członków naszej organizacji. Jej entuzjazm i zaangażowanie w nasze działania zawsze wpływało na końcowe sukcesy naszych projektów. Dzisiaj jednak będzie o czymś innym...
HEureka Generator: Cześć Ola. Jak to się stało, że znalazłaś się w Brnie?

Aleksandra Chudek: Zainteresowałam się wyjazdem na Erasmusa na drugim roku licencjatu, aplikowałam i takim sposobem znalazłam się w Brnie. Nie miałam zbyt dużego wyboru wśród uczelni, które by oferowały podobny tok studiów jak na mojej polskiej uczelni.

HG: No właśnie. Twój wyjazd odbył się w ramach europejskiego programu Erasmus+. W HEurece wiele razy angażowałaś się w nasze projekty, które realizowaliśmy w ramach tego programu. Czy to jest to samo?

ACH: Nie, to nie jest to samo. Erasmus+ jest bardzo dużym programem edukacyjnym podzielonym na sektory. Nasza HEureka korzysta z sektora „Młodzież”, który poświęcony jest edukacji pozaformalnej. Mój wyjazd był możliwy dzięki sektorowi "Szkolnictwo wyższe". Dzięki niemu uczelnie mogą prowadzić wymianę studentów i pracowników oraz koordynować międzynarodowe projekty lub brać w nich udział jako partnerzy.

Więcej o sektorze „Szkolnictwo wyższe” w programie Erasmus+ znajdziecie tutaj:
Image
HG: Czy trudno było Ci podjąć decyzję o wyjeździe za granicę? Nie chodziło przecież o 2-3 tygodnie, a o całe pół roku...

ACH: Odkąd rozpoczęłam studia, to zawsze w głowie miałam myśl, aby wyjechać na semestr za granicę. Po za tym to nie było aż tak daleko, więc bez problemu mogłam wrócić do Polski na święta Bożego Narodzenia.

HG: Ile czasu zajęło ci przywyknięcie do nowego miejsca i poczucia się w nim swobodnie?

ACH: Nie wiem czy to długo, ale tak koło tygodnia. W miarę swobodnie poczułam się jak wyrobiłam kartę miejską na komunikację publiczną oraz dowiedziałam się gdzie jest przystanek tramwajowy, uczelnia czy supermarket.

HG: Czy z Twoim wyjazdem wiązały się jakieś formalności urzędowe... Mówiąc krótko, czy było dużo biegania za papierkami przed wyjazdem? ;-)

ACH: Miałam sporo wypełniania papierków z uczelni mojej oraz czeskiej, totalna biurokracja. Na szczęście odbywało się to przeważnie online. Musiałam też zarejestrować się w Odyseuszu na stronie MSZ i wyrobić nową kartę EKUZ z dłuższym terminem. Po przyjeździe na miejsce większość za mnie zrobiła uczelnia. Jestem obywatelką UE i mieszkałam w akademiku, co ułatwiło formalności.
Więcej o karcie EKUZ znajdziecie tutaj:
Image
Więcej o serwisie Odyseusz znajdziecie tutaj:
Image
HG: Jak zaplanowałaś swoją podróż z Polski do Czech?

ACH: Wtedy istniał jeszcze PolskiBus, więc na ich stronie wpisałam Lublin – Brno i znalazłam połączenie z przesiadką w Krakowie. Podróż trwała prawie cały dzień.

HG: Ile walizek ze sobą zabrałaś?

ACH: Jedną, ale napakowaną do granic możliwości. Gdybym leciała samolotem, na pewno byłaby przekroczona dopuszczalna waga bagażu.

HG: Zauważyłaś jakieś różnice między swoim codziennym życiem w Polsce, a codziennym życiem tam?

ACH: Oprócz bariery językowej i innej waluty, gdzie musiałam przeliczać ceny, to żadnej.

HG: Brno to bardzo ładne miasto z wieloma atrakcjami. Czy odwiedził Cię ktoś z Polski gdy tam byłaś i prosił o oprowadzenie?

ACH: Podczas odbywającej się niedaleko Brna wizyty przygotowawczej do projektu naszego czeskiego partnera odwiedził mnie prezes HEureki Generator - Andrzej Smyk wraz z Panem Dariuszem z firmy transportowej, z którą współpracujemy. Wprawdzie zgubiliśmy się, bo umówiliśmy się w miejscu, gdzie jeszcze nie byłam, ale wszystko skończyło się dobrze.
HG: Dostrzegłaś jakieś różnice związane z życiem studenckim Polaków i Czechów?

ACH: Nie za bardzo. Wykłady i ćwiczenia odbywają się tak samo jak w Polsce, imprezy też są takie same.

HG: Jak działa sama uczelnia?

ACH: Na Uniwersytecie Masaryka wiele spraw związanych ze studiami załatwiane jest przez system informatyczny, odpowiednik naszego USOS-a. W ten sposób studenci rejestrują się na wybrane przez siebie zajęcia. Dodatkową zaletą było posiadanie elektronicznej legitymacji, która służyła do płacenia w stołówkach za obiady, za skorzystanie z samoobsługowych kserografów i skanerów. Umożliwiała również dostęp do niektórych sal i budynków uniwersyteckich. Katedra Nauk Pomocniczych Historii i Archiwistyki dysponuje własną biblioteką (jedno niewielkie pomieszczenie) z podstawowym księgozbiorem. Oprócz tego korzystałam z biblioteki głównej uniwersytetu, gdzie na kilku piętrach był swobodny dostęp do książek, które można było wypożyczać.
HG: A podejście uniwersytetu do studentów?

ACH: Uniwersytet i samo podejście do studenta z wymiany zagranicznej bardzo mi się podobało. Na wykładach i ćwiczeniach panowała miła atmosfera. Czescy studenci okazali się przyjaźni i bardzo pomocni, zwłaszcza gdy musiałam się zorientować w warunkach pobytu i zasadach odbywania studiów.

HG: Co najbardziej zaskoczyło Cię w Czechach?

ACH: Piwo tańsze od butelki wody! Wszędzie duża kultura osobista, porządek i punktualne tramwaje.

HG: Co powiedziałabyś osobie, która zastanawia się nad wyjechaniem na wymianę studencką, ale jeszcze się waha, bo nie wie czy by sobie poradziła?

ACH: Jeśli nie pojedzie to nie przekona się i będzie żałować do końca życia, że nie pojechała.

HG: Jakie jest Twoje ulubione wspomnienie z pobytu w Czechach?

ACH: Zwiedzanie i odkrywanie Czech! Małe rzeczy, które potrafiły mnie zaskakiwać każdego dnia.

HG: Dziękujemy Ci za wywiad!

ACH: Proszę bardzo :)